niedziela, 6 października 2013

Prolog



                Pięcioletni chłopiec wybiegł ze swojego pokoju i wpadł w ramiona swojego wuja. Uradowany opowiadał o tym, co robił w czasie wakacji, a jego rodzice stali obok, przytuleni do siebie i wpatrzeni w swoją pociechę.
                - Lily, moja droga, Harry ma po tobie tylko oczy.
                Rudowłosa kobieta zaśmiała się dźwięcznie, rozumiejąc aluzję swojego szwagra.
                - Wiem, Ryan. Powtarzasz mi to za każdym razem, ale co ja poradzę, że wdał się w ojca i podobnie jak jego, nie da się go uspokoić. Czasami czuję się, jakbym była samotną matką z dwójką małych urwisów.
                Dziecko spojrzało na mamę i uśmiechnęło radośnie.
                - Mama narzeka, ale nas kocha. Prawda tato? Bo ona lubi mówić, że jesteśmy Niedowy.. niewy… nieznośni, O!
                Zielonooki urwis zaciągnął wujka do swojego pokoju, opowiadając przy tym o magicznych zwierzętach, jakie zobaczył.
                - James, naprawdę sądzisz, że pozostawienie go z Ryanem jest dobrym pomysłem?
                Okularnik objął mocniej żonę, chowając twarz w jej włosach.
                - Zginiemy, to jest pewne, a tylko Ry jest na tyle odpowiedzialny, żeby się nim zająć i na tyle blisko ze mną spokrewniony, żeby ministerstwo nie wysłało go do twojej siostry.
                Kobieta zapłakała cicho. Czasami wolałaby nie wiedzieć, nie znać przepowiedni. Przez tyle lat udawało im się uniknąć przeznaczenia, usłyszanego z ust Sybilli. Wiedziała tylko Liliane. Potem dowiedzieli się Dumbledore i James, ale nikt więcej. Może gdyby bardziej uważali… Szczęściem było, że Lord nie znał prawdy. Tylko dlatego jeszcze żyli.
                Huk wstrząsnął całym domem. Auror i młoda uzdrowicielka dobyli swoich różdżek. Rozpoczęła się walka, której wynik znało tylko młode małżeństwo, chcące walczyć z przeznaczeniem.

                Ryan patrzył na dziecko bawiące się w salonie jego dużego domu w Stanach Zjednoczonych. Tyle razy mówiono mu, co ma robić w czasie ataku, że nawet gdyby chciał, nie mógłby pomóc przyrodniemu bratu. Szczególnie, że złożył wieczystą przysięgę. Ponownie spojrzał na list, który pojawił się w jego rękach, gdy pojawili się śmierciożercy, a który przeniósł ich do tego właśnie domu, nieużywanego przez wiele lat.

                Ryan, bracie i przyjacielu,
                wiem, że nie będziesz potrafił wybaczyć sobie tego, że nam nie pomogłeś. Nie obwiniaj się. Harry jest najważniejszy, to jego musisz chronić. Istnieje przepowiednia o nim, której nie możesz poznać. Ani Ty, ani On. To zniszczyłoby mu życie. Zaopiekuj się nim najlepiej jak potrafisz. Wierzę, że wychowasz go na silnego mężczyznę. Stań się dla niego mentorem, ojcem, opiekunem. My już nie żyjemy. Zginęliśmy wraz z pojawieniem się przepowiedni. Los musiał się wypełnić. Egzystowaliśmy dla niego, naszego oczka w głowie. Teraz Ty go chroń. Pamiętaj, w twoich rękach jest jego przyszłość. To, czy przeżyje…
                Wybacz, tak krótki list, ale nie wiem… Naprawdę nie wiem, bracie, jak Ci to napisać. Może kiedyś poznasz całą prawdę i zrozumiesz, ale teraz. Teraz po prostu bądź dla niego.
                James Potter

                I co? To tyle? Żadnych wyjaśnień tylko oczywiste fakty. Zginęli. Nie żyją. Zostawili syna w jego rękach. Westchnął cicho i starannie złożył list. Wróci do Anglii. Wrócą obaj, gdy to będzie konieczne. A teraz… Teraz Harry musi odpocząć. Musi być silny, gdy Ry przekaże mu smutną wiadomość. 

_________
Em, no to witam was. Dopiero zaczynam. Pomysł jest. Zobaczymy jak z realizacją. Błędów pewnie multum. Poprawię się... znaczy... Się postaram.

Pozdrawiam.